Obrażenia. Pobici z Polską

„Obrażenia. Pobici z Polską”

Stowarzyszenie reporterów Rekolektyw

Wielka Litera 2016 

 

FRAGMENT reportażu „Zgorszenie polskie”

Interpelacja do biura Rady Miasta Poznania wpływa 17 września 2014 roku i dotyczy: „szanowania uczuć religijnych osób wierzących przez Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne”.

Radny Prawa i Sprawiedliwości i wiceprzewodniczący rady miasta Michał Grześ pisze w niej tak: „Pasażerowie komunikacji miejskiej – osoby, jak podkreślają, wierzące – zwracają uwagę na czytanie w pojazdach nazwy przystanku przy ulicy Arcybiskupa Antoniego Baraniaka. Głos w pojazdach czyta «Baraniaka». Osoby, które się do mnie zwróciły w tej sprawie, proszą o pełne czytanie nazwy ulicy, uważają, z czym się zgadzam, że postać Arcybiskupa Antoniego Baraniaka jest wielce zasłużona dla Poznania. Proszę nie odpowiadać, że nazwa jest zbyt długa, bo przystanek Jana Nowaka-

-Jeziorańskiego jest czytany w całości. Proszę też o całościowe użycie nazwy na wyświetlaczach”.

Z Michałem Grzesiem, lat 51, nauczycielem informatyki i przedmiotów elektrycznych, radnym od sześciu kadencji, rozmawiam kilka miesięcy później.

– Zadzwonił jeden z dwóch obrażonych panów, żądał reakcji, a ja w ferworze nerwów napisałem tę interpelację. Zatytułowałem ją nieopatrznie, cytując tego pana.

http://www.wielkalitera.pl/ksiazki/id,133/obrazenia-pobici-z-polska.html

Wolność słowa nie jest czymś oczywistym. Kończy się tam, gdzie zaczyna się sfera ochrony innych osób – przed obrażaniem, nienawistnym szyderstwem, wykluczeniem, znieważeniem czy przemocą. Gdzie postawić granicę? Czy można ją z góry określić, kiedy każdy przypadek jest inny, internet zmienia sposoby komunikowania się, a ludzkich zachowań czy słów nie sposób przewidzieć? O trudnościach w ważeniu racji i szukaniu równowagi między wolnością słowa a interesem publicznym jest ta książka.

Adam Bodnar

 

Ta książka powinna dotrzeć do każdego domu. Do tych, którzy boja się i nie rozumieją inności po to, by rozproszyć obawy, poznać i rozproszyć lęki wobec Innego, Obcego. Reportaże mówią o Człowieku, o którym, ci żyjący w lęku mówią: „ścierwo, bydło, robale” widząc rozwiązanie w „likwidacji”. Ta książka to lustro prawdy o nas samych. Przejrzyjmy się w nim i dowiedzmy się czegoś więcej o sobie nawzajem. Potrzebujemy tego, żeby nienawiść płynącą z lęku zamienić w miłość i zrozumienie. Wszyscy chcielibyśmy żyć w lepszym świecie.

Janina Ochojska

Że Polacy są narodem, który uwielbia się obrażać – to nie nowina. Rekolektyw idzie jednak krok dalej, znajdując nieoczywistą przyczynę, dla której oburzenie jest naszym chlebem powszednim. Na imię jej “lęk”.

Michał Olszewski

 

Reporter może napisać diagnozę, wyjaśnić mechanizm, poruszyć serca. Nad naprawą niech się pogłowią aktywiści, politycy, ale i zwyczajni obywatele.

Artur Domosławski, „Polityka”

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1666998,1,recenzja-ksiazki-stowarzyszenie-reporterow-rekolektyw-obrazenia-pobici-z-polska.read

 

U znacznej części zabójców recydywistów występuje patologiczny przerost postawy godnościowej. Ale oczywiście przytłaczająca większość obrażalskich nikogo nie morduje, lecz tylko emocjonalnie i moralnie szantażuje otoczenie (…). Czyż nie obserwyjemy tego na co dzień w naszym życiu publicznym?

Piotr Bratkowski, „Newsweek”

http://www.newsweek.pl/plus/kultura/dlaczego-polacy-lubia-sie-obrazac-ksiazka-obrazenia-pobici-z-polska-,artykuly,386814,1,z.html

 

Z kilku reportaży najbardziej poruszają mnie trzy. Pierwszy mówi o obrazie uczuć religijnych. Mirosław Wlekły przedstawia sytuacje o różnym natężeniu – groteskowe, niesmaczne lub po prostu dziwne – gdy Polacy poczuli, że należy zawiadomić policję z powodu obrazy uczuć religijnych (Kodeks karny, artykuł 196). Dodajmy od razu, że Wlekły nie zajmuje się przypadkami oczywistymi, gdzie artyści specjalnie prowokują i żonglują symbolami religijnymi. Nie, to przypadki codzienne – z przystanku autobusowego, z życia szkoły, z książki (którą nie każdy musi czytać). Średnio w ciągu roku policja otrzymuje 48 zawiadomień. Niemal wszystkie zostają po czasie umorzone. Mnie zastanawia jednak coś znacznie bardziej podstawowego. Co się stało, że tak szybko czujemy się zranieni? Czy katolik zawsze musi być obrażony? Jakbyśmy mieli tylko dwa wyjścia – albo świętość, albo obrażenie. Naprawdę na głupotę nie wystarczy wzruszenie ramion? Reportaż nie dostarcza odpowiedzi, raczej umiejętnie stawia pytania.

Marcin Cielecki, „Gość Niedzielny”

http://gosc.pl/doc/3218456.Obdukcje-z-polskosci

 

 

 

 

Scroll to Top